Loading...

Alfreda

16 października 2017

Urodziłam się w rodzinie katolickiej i od kiedy pamiętam, wierzyłam w istnienie Boga. Starałam się też żyć według wymogów tego wyznania, sądząc, że zasłużę sobie po śmierci na przebywanie w Niebie.  Chodząc do kościoła słyszałam z ambony o Bożej miłości do człowieka, łasce i wszechmocy, ale były to tylko zasłyszane wiadomości. Myślałam sobie, że tak naprawdę to Bóg wcale się mną nie interesuje. Po wyjściu za mąż przyjechałam do Szczecina i po krótkim czasie przestałam chodzić do kościoła, ponieważ rodzina  męża należała do wierzących nie praktykujących. W zakładzie pracy poznałam osobę ze społeczności Świadków Jehowy. Po kilkunastu rozmowach i przeczytaniu niewielu fragmentów Pisma Świętego zachwyciłam się ich nauką, nie zwracając uwagi czy jest ona zgodna z Pismem Świętym, czy jest na nim oparta. Na początku nie zauważyłam, że większość czasu na zebraniach poświęca się na studiowaniu książek i czasopism, w których były  opracowania dogmatów i pojęć ludzkich opartych na wyrwanych z kontekstu cytatach Pisma Świętego. Ale i tutaj mogłam „zarobić” na zbawienie głoszeniem „od drzwi do drzwi”.

Na szczęście dla mnie zetknęłam się z adwentystami Dnia Siódmego. Ludzie ci zburzyli całą moją „wiarę”, na którą zmarnowałam siedem lat życia. Nie zdołali mnie jednak przekonać do swego wyznania, bo nie potrafili znaleźć przekonywujących argumentów co do praktykowania zasad opartych na Zakonie Mojżeszowym. Po tych doświadczeniach przestałam szukać Boga, czytać Pismo Święte. Zbuntowana na cały świat rozpoczęłam życie na własną rękę, z dala od Boga i Jego Słowa. Był to najczarniejszy okres mojego życia. Wpadłam w wir grzechu, nałogów i wręcz niewolniczego posłuszeństwa szatanowi – największemu wrogowi Boga i ludzi.

Do Zboru „Betel” przyszłam z ciekawości. Po kilku nabożeństwach nieskażone ludzkimi naukami Słowo Boże zaczęło docierać do mojego serca, a Duch Święty ukazał mi beznadziejny stan mojego życia i rozpoczął przekonywanie mnie, że jedynym dla mnie ratunkiem jest przyjęcie Pana Jezusa do mojego życia i uznanie Go moim osobistym Zbawicielem. Umysłem przyjęłam tę prawdę bez większych oporów, jednak serce moje było długo zamknięte dla Chrystusa. Walczyłam ze sobą kilka miesięcy.

Dzięki łasce Bożej nastał dla mnie ten szczęśliwy dzień, że zwróciłam się do Pana Jezusa i On wybaczył mi moje grzechy, uwolnił od nałogów i dał mi nowe życie. Nie tylko poznałam, że Bóg jest miłosierny i łaskawy, ale także doznałam i przeżyłam Jego miłość i moc. On wyprostował kręte drogi mojego życia. Przekonałam się, że On jest żywym Bogiem, który słyszy moje modlitwy i działa we mnie. Dowiedziałam się też, że niczym sobie nie zasłużę na przebaczenie grzechów i zbawienie, że jest ono za darmo z łaski, dzięki Świętej Krwi Pana Jezusa przelanej na Golgocie za mnie i za każdego kto uwierzy i Jemu zaufa. W moim życiu stało się dokładnie tak, jak obiecał Pan Jezus w Ewangelii św. Mateusza: „… przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a ja dam ukojenie dla dusz waszych…”

Istotnie otrzymałam to ukojenie, czuję się teraz bezpieczna i szczęśliwa.

W wyniku przyjęcia wiarą Pana Jezusa do swojego serca i życia, uznania Go swoim osobistym Zbawicielem, jak to jest zapisane w Liście Ap. Pawła do Efezjan 3, 17,  22 lata temu zostałam ochrzczona w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego przez całkowite zanurzenie w wodzie, tak jak to jest zapisane w Ewangelii św. Marka 16,16.

Teraz wiem, że Pan Jezus jest w moim życiu i w moim sercu i wywiera swoją obecnością wpływ na moje życie. Opiekuje się mną, strzeże mnie, ochrania od złego i jestem pewna, że zgodnie z Jego obietnicą o której jest mowa w Ewangelii św. Jana 14, 1-6 przyjdzie po mnie i zabierze mnie do Nieba, gdzie On sam jest Królem i Panem w chwale Boga Ojca.

Szczecin, marzec 2005 r.                                                        Alfreda

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych oraz funkcjonalnych.
AKCEPTUJ