Moc zmartwychwstania. Mt. 28,1-10; Flp. 3,10-14 22-03-2016

Jak podano w wiadomościach 95 % Polaków kojarzy święta Wielkanocy ze święceniem pokarmów.46% Polaków traktuje te święta jako religijne, a 65% uważa święta Wielkanocne za obrzęd ludowy.

Wynika stąd, iż pomimo wspominania tego święta jako pamiątki śmierci i zmartwychwstania Pana naszego Jezusa Chrystusa, większość ludzi nie wierzy w zmartwychwstanie, a tym bardziej, że oni zmartwychwstaną. Jeżeli nawet wypowiadają słowa w pieśniach, to nie są do tego wcale przekonani. Dlatego wiara w zmartwychwstanie nie wywiera wpływu na ich codzienne życie. Dlatego nie przejmują się, czy po śmierci będą w niebie, czy w piekle.

Jednak bez względu na brak wiary w zmartwychwstanie u 95% Polaków i postrzeganie tego święta w kategoriach tradycji ludowej, prawdą jest, że Pan Jezus zmartwychwstał.

Jest to fakt historyczny. Pisarze Pisma Świętego rzetelnie zebrali świadectwa tych, którzy widzieli Pana po zmartwychwstaniu, bądź sami widzieli Zmartwychwstałego, a nawet rozmawiali z Nim, jedli z Nim posiłek. Niektórzy z ówczesnych polityków, przedstawicieli władz państwowych, próbowali ten fakt zatuszować, przekupując ludzi, aby poświadczali nieprawdę. Na nic się to zdało. Bo więcej było świadków Jego zmartwychwstania niż tych, którzy za pieniądze gotowi byli temu zaprzeczyć.

Dzisiaj też dla wielu zmartwychwstanie Pana Jezusa jest nie na rękę. Wielu jest takich, którzy chcieliby, żeby Pan Jezus nadal był w grobie. Bo łatwiej jest iść do grobów Pańskich, łatwiej jest przejść tak zwaną drogę krzyżową, niż uwierzyć, że Pan Jezus zmartwychwstał. Bo wiara w zmartwychwstanie Pana Jezusa wywiera wpływ na nasze życie, nie pozostawia obojętnym na sprawę zbawienia. Wywołuje pragnienie poznania Tego, Który Zmartwychwstał. Wywołuje pragnienie duchowej społeczności ze Zmartwychwstałym. Wywołuje pragnienie wypełniania Jego woli. W nas, którzy wierzymy, Zmartwychwstanie Pana Jezusa wywołuje radość. Wywołuje poczucie zwycięstwa. A w tych, którzy nie wierzą, ofiara Chrystusa wywołuje smutek i rozpacz, iż życie każdego kończy się w grobie, a po nim nie ma już nic.

Dlatego Ap. Paweł, przychodząc do Chrystusa po zbawienie, odrzucił wszystko, uznając to za coś, co nie ma żadnej wartości w porównaniu z doskonałością poznania Jezusa Chrystusa. Swoje pochodzenie, narodowość, kulturę, prestiż, wykształcenie i osobiste osiągnięcia wszystko to uznał za śmiecie, aby zyskać Chrystusa.

Aby zyskać Chrystusa odwrócił się plecami do rzeczy, które w oczach świata stawiały go wyżej. Aby zyskać Chrystusa, powiedział do widzenia: religii swojej matki, dziedzictwu swojego ojca oraz swoim osobistym osiągnięciom. Zerwał zupełnie swoje więzi z judaizmem, w którym dotąd upatrywał nadzieję swego zbawienia. Kiedy to uczynił, został wydziedziczony przez swą rodzinę, jego przyjaciele wyparli się go, a jego rodacy prześladowali go. Dosłownie poniósł wszelkie szkody, aby zyskać Chrystusa. Stał się chrześcijaninem - chrześcijaninem odrodzonym.

„Zyskać Chrystusa”.
Niech Chrystus będzie moim zyskiem. Czy tak też jest w naszym życiu?
Jeśli prawdziwie wierzymy w zmartwychwstanie Pana, to będziemy mieć takie życiowe nastawienie
„Zyskać Chrystusa”.
„I znaleźć się w Nim”.

Paweł porzucił wszystko, aby znaleźć się w Panu Jezusie. W chwili, gdy uwierzył w zmartwychwstałego Pana, zyskał nową pozycję przed Bogiem. Zyskał nie na podstawie własnego wysiłku, nie dzięki własnym uczynkom opartym na zakonie mojżeszowym, a dzięki Łasce, opartej na usprawiedliwieniu przez wiarę i zaufanie Chrystusowi.
Celem życia Pawła jest poznanie Pana Jezusa. Dlatego odrzucił wszystko, co utrudniłoby mu to.
Poznać Pana Jezusa, to uzyskać codzienną znajomość z Nim w bardzo osobisty sposób.
Poznać Pana Jezusa, to chcieć naśladować Go.
Poznać Pana Jezusa, to chcieć, aby Jego życie w każdym - drobnym nawet - szczególe było odtworzone w życiu Pawła.
Czy mamy także takie pragnienie?
Paweł wie, że aby dobrze poznać Pana Jezusa, musi przejść dokładnie Jego drogą. Tą drogą dla Pawła jest uczestniczenie w Jego cierpieniach. Zdaje sobie sprawę, że „nie jest uczeń wyższy nad Mistrza swego”.

Pragnął więc naśladować Mistrza swego w Jego cierpieniach, śmierci oraz w zmartwychwstaniu.
„Doznać mocy zmartwychwstania Jego” – tego pragnie Paweł. Słowo Boże przedstawia zmartwychwstanie Pana jako demonstrację Bożej potęgi, jakiej świat nie widział. „I jak nadzwyczajna jest wielkość mocy Bożej wobec nas, którzy wierzymy ...... jaką okazał w Chrystusie, gdy go z martwych wzbudził i posadził po prawicy swojej w niebie” (Ef. 1,19-20).
Wszystkie moce diabelskie nie mogły zatrzymać w grobie ciała naszego Pana. Żaden głaz. Żadna straż.
Ba, sama śmierć nie mogła zatrzymać ciała Pana Jezusa w grobie. Wszechmogący Bóg i Jego potężna moc pobiła odwiecznego wroga ludzkiej duszy i trzeciego dnia Pan wstał z martwych.
Ta moc jest teraz przez wiarę w Jezusa Chrystusa dostępna dla wierzących.
Tak, jak Ap. Paweł, tak i my potrzebujemy tej mocy. Ona jest nam dana, jednak często nie korzystamy z niej, bo nie chcemy wielu rzeczy w naszym życiu traktować jak śmiecie. Nie chcemy ponosić szkody dla Chrystusa. Dlatego często na polu duchowej walki brakuje nam siły.
„Stając się podobny do niego w jego śmierci”.
Powinniśmy wraz z Chrystusem i dla Niego całkowicie umrzeć, aby całkowicie żyć dla Niego. Tylko wtedy ta pełnia mocy będzie naszym udziałem.
Część wierzących jest zadowolona ze sposobu życia, w którym nie ma owego umierania.
I to umierania, podobnego do umierania Pana Jezusa. Oddajemy dla Pana rzeczy, z którymi łatwo przychodzi rozstawać się, których oddanie nic nas nie kosztuje, a zwłaszcza cierpienie. Angażujemy się w ofiarę tak długo, jak długo nie dotyczy to naszego życia.
Ale kiedy wymagana jest prawdziwa ofiara, chowamy się, cofamy, rezygnujemy.
Ap. Paweł wiedział, że moc zmartwychwstania wymaga najpierw ofiary - uczestnictwa w cierpieniach Pana Jezusa.

Potrzebujemy MOCY zmartwychwstania. Ale też powinniśmy być świadomi, że życie z Panem Jezusem wymaga poświęcenia i ofiary. Potrzebujemy MOCY, ale też nie chcemy dzielić życia, jakie prowadził Pan Jezus. Dlatego jesteśmy słabi duchowo, bo skupiamy się na sobie, dbamy o swoje sprawy, poświęcamy się dla siebie. Ap. Paweł chciał literalnie prowadzić życie, jakie prowadził Pan Jezus, aby tym sposobem dostąpić zmartwychwstania.
Pawłowi nie chodzi tutaj o to, że przez cierpienia zasłuży na zmartwychwstanie, a o to raczej, że jego droga do zmartwychwstania może prowadzić przez cierpienia. I gotów jest cierpieć.

Cierpiący wierzący ma szczególny sposób współuczestniczenia w cierpieniu Chrystusa - „jak liczne są cierpienia Chrystusowe wśród was”; „zawsze śmierć Jezusa na ciele swoim noszący”; „Dla Jezusa na śmierć wydawani bywamy”; „Albowiem ja stygmaty Jezusowe noszę na ciele moim”.
Kiedy cierpimy, niesiemy krzyż swój, współuczestniczymy w cierpieniu Chrystusa. Cierpienie za wiarę w Pana Jezusa nie jest karą, ale przywilejem.

Ap. Paweł uważał, że tak jak droga Pana Jezusa do zmartwychwstania prowadziła przez cierpienie i śmierć, tak i jego droga przebiegać będzie.
Dlatego i my w dobie dobrobytu, szerokich możliwości, wygody, bądźmy zdeterminowani, aby poznać Pana Jezusa i doznać MOCY zmartwychwstania w codziennych naszych zmaganiach.

Przez tą moc zmartwychwstania mamy gwarancję naszego zmartwychwstania.
„A jeśli Duch tego, który Jezusa wzbudził z martwych mieszka w was, tedy Ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was” (Rz. 8,11).

Czy Duch Jezusa mieszka w nas?
Jeśli tak, to mamy gwarancję naszego zmartwychwstania. Śmierć nie jest końcem naszego życia. Duch Święty, który mieszka w nas, stanowi gwarancję naszej nieśmiertelności i przyszłego życia. Jest gwarancją obecności Pana naszego Jezusa Chrystusa z nami aż do skończenia świata. Jest gwarancją, że ani życie, ani śmierć, ani cierpienie nie oddzielą nas od Pana.
Niech moc zmartwychwstania Pana Jezusa wywiera wpływ na nasze życie i kieruje nas ku naszej Wiecznej Ojczyźnie w Królestwie Bożym.


Vikarius Filli Dei - Zastępca Syna Bożego  22-05-2015

"Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem." Jan 14,26

"A gdy nastał dzień Pięćdziesiątnicy, byli wszyscy razem na jednym miejscu. I powstał nagle szum z nieba, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innym językami, tak jak im Duch poddawał." Dz. Ap. 2,1-4

Pan Jezus mówi do swoich uczniów, że kiedy On odejdzie z tej ziemi, wtedy Ojciec Niebiański pośle im w Jego imieniu Pocieszyciela, Ducha Świętego. To jest ową "obietnicę Ojca o której słyszeli" od Niego wcześniej.
Jest tu mowa o Duchu Bożym hebr. ruah Jahwe, unoszącym się nad powierzchnią wód, kiedy ziemia była pustkowiem i chaosem.
Jest tu mowa o Duchu Bożym który jako chwała Pana zstępuje na górę, napełnia przybytek Pański.
Jest tu mowa o Duchu Bożym, nazywanym też Duchem Pańskim, który napełnia wybranych ludzi Starego Testamentu w celu wypełnienia Bożego dzieła (II M. 31,3 IVM. 27,18 Sędziów 11,29; 13,25) w których działa, który posługiwał narodowi Izraelskiemu.
Jest tu mowa o Duchu Bożym, który zostaje posłany do wybranych ludzi Starego Testamentu, aby przekazywać Boże poselstwo przez prorokowanie, który przemieniał i uzdalniał ich do wykonywania Bożego dzieła (I Sam. 10,6).
Jest tutaj mowa o Duchu Świętym, który jest trzecią osobą Trójedynego Boga, która nigdy nie pojawiła się pod zewnętrzną postacią wyraźnie podkreślającą osobowość, za wyjątkiem podczas chrztu Pana Jezusa, kiedy Duch Święty objawił się pod postacią jakby gołębicy. Działanie, jako Osoby opisane jest w Piśmie Świętym.
Duch Święty posiada osobowość: inteligencję, intelekt, wolę, uczucia, zdolność podejmowania postanowień, zdolność badania.

Pan Bóg w Starym Testamencie wybiera w znany sobie sposób pojedyncze osoby, obdarza, uzdalnia i przemienia ich swoim Duchem, aby używać ich jako swoje narzędzia do wykonania zaplanowanego dzieła.

W taki sposób Bóg napełnił swoim Duchem Świętym autorów 39 ksiąg Starego Testamentu, a także 27 ksiąg Nowego Testamentu, aby spisali to co im nakazał. Nadnaturalnie ingerując w czynności pisarzy. Stąd Pismo Święte, które obecnie posiadamy chociaż pisane jest przez okres 1500 lat przez 40 autorów jest spójne, w pełni natchnione, nieomylne i które jest jedynym autorytetem w sprawach wiary, zawierające Boże objawienie. Tak więc działanie Ducha Bożego w Starym Testamencie obejmuje wybrane osoby.
Prorok Joel, który prorokował ok. 4 w. przed Chrystusem zapowiedział wylanie Ducha Pańskiego na wszelkie ciało, co miało miejsce w dniu pięćdziesiątym, którego pamiątkę dzisiaj obchodzimy. Ale też zapowiedzią nadejścia czasu ostatecznych dni i nadejściu Bożego sądu.
Ostatni prorok Starego Testamentu, który już w łonie matki swojej był napełniony Duchem Świętym - Jan Chrzciciel ma przygotować drogę dla Mesjasza, a On poprzedzi owe wylanie Ducha.
I tu pojawia się kolejne i zarazem wyjątkowe, nadprzyrodzone dzieło Ducha Świętego, który zstępuje na Marię i za Jego przyczyną przychodzi na świat Pan Jezus, Święty, Syn Boży. Duch Święty towarzyszy Panu Jezusowi w Jego zbawczej misji na ziemi. (Iz. 61) Duch Pański nade mną, przeto namaścił mnie, abym zwiastował ubogim dobrą nowinę, posłał mnie, abym ogłosił jeńcom wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność, abym ogłosił miłościwy rok Pana". Ten to Duch zstępuje w postaci jakby gołębicy po Jego chrzcie w Jordanie, gdy rozlega się głos z nieba: "Tyś jest Syn mój umiłowany, którego sobie upodobałem". (Łk. 4) "A Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu i był wodzony w mocy Ducha po pustyni" W mocy tego Ducha Pan Jezus nauczał - co zdumiewało ówczesnych nauczycieli Słowa Bożego - rozkazywał duchom nieczystym i były Mu one posłuszne, uzdrawiał, uwalniał opętanych przez demony. (Łk. 10,21) rozradował się w Duchu Świętym.
(Hb. 9,14) Przez tegoż Ducha wiecznego Pan Jezus ofiarował samego siebie bez skazy Bogu. (Rzym. 8,11)Ten to Duch wzbudził Pana Jezusa z martwych.
W czasie obecności Pana Jezusa na ziemi Duch Święty pozostaje w cieniu. Jego zadaniem jest skoncentrowanie uwagi ludzi na osobie Pana Jezusa, jako Zbawiciela, jako Syna Bożego, jako prawdziwego człowieka i prawdziwego Boga.
Dla nauczycieli Żydowskich było to nie do przyjęcia dlatego woleli przypisać działalność Pana Jezusa mocy Belzebuba, księcia demonów niż uznać, że Pan Jezus działa w mocy Ducha Bożego, Ducha Świętego.
Po swoim zmartwychwstaniu Pan Jezus zapowiada swoim uczniom: "A oto Ja zsyłam na was obietnicę mojego Ojca" Stale przypomina im ukazując się, (Dz.1,4) "Nie oddalajcie się z Jerozolimy, lecz oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode mnie". Ten to Duch Święty ma być darem nie tylko dla apostołów Pana Jezusa, ale dla tych wszystkich, "którzy przez ich słowo uwierzą" w Niego. Jak mówi Piotr w dzień Zesłania Ducha Świętego, że ów dar Ducha Świętego, owa "obietnica odnosi się bowiem do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan Bóg nasz powoła", którzy upamiętają się, nawrócą i zostaną ochrzczeni.

W tym to dniu Ap. Piotr stał się klucznikiem otwierającym swoim kazaniem drzwi Królestwa Niebiańskiego. W dniu zesłania Ducha Świętego powiedział, że wydarzenie w dzień Pięćdziesiątnicy, a nie w dzień Zielonych Świąt, spełniła się zapowiedź proroka Joela, że "W ostateczne dni, mówi Pan, wyleję Ducha mego na wszelkie ciało"
Zapowiedź ta wypełniła się co do zebranych w górnej izbie. Stało się udziałem tych, którzy upamietali się i uwierzyli. Nie objęła jeszcze "wszelkiego ciała" wszystkich bez wyjątku ludzi.

Chcę zwrócić jednak uwagę na wypowiedź Pana Jezusa, którą czytaliśmy na wstępie: Ojciec pośle Ducha Świętego w imieniu moim. Inna także zapisana w ewangelii Jana "Lepiej dla was, żebym ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę poślę go do was".
W tych słowach Pan Jezus zapowiada przyjście swojego zastępcy, który będzie kontynuował dzieło Pana Jezusa, po Jego odejściu do Ojca. "Ja prosić będę Ojca i da wam innego Pocieszyciela, aby był z wami na wieki".
Duch Święty jest posłany w imieniu Pana Jezusa, jako zastępca Syna Bożego. Jako "inny Pocieszyciel".

W historii chrześcijaństwa pojawiło się ludzkie roszczenie zastępstwa Chrystusowego. Z początku biskupi Rzymu utrzymywali, że są spadkobiercami i zastępcami cesarzy. Miasto, które przez wieki było stolicą cesarstwa, stało się miejscem skąd biskup wykonywał swoją władzę. Z biegiem czasu przybywało biskupów i monarchów, którzy akceptowali biskupa Rzymu jako zastępcę i namiestnika Cesarstwa. W IV w. biskup Inocenty I utrzymywał, że Chrystus oddelegował Piotrowi wszelką władzę i uczynił go biskupem Rzymu. Utrzymywał on, że biskup Rzymu jako Zastępca Piotra uprawniony jest do władzy Piotrowej z jej prerogatywami. Następnie Bonifacy III, który został Biskupem Rzymu w r. 607 określił siebie mianem Uniwersalnego Biskupa w ten sposób określając, że jest zastępcą i panem wszystkich pozostałych biskupów. Towarzyszył temu długi spór, gdyż Pismo święte nie wspomina nic o Apostole Piotrze, aby był kiedykolwiek w Rzymie.
Dopiero w VIII wieku tytuł Zastępca Syna Bożego pojawił się w dokumencie pod nazwą "Darowizna Konstantyna". W XV w. drogą analizy filologicznej określono ten dokument jako fałszerstwo, mimo to aż do dzisiaj Biskupi Rzymu posługują się tytułem Zastępcy Syna Bożego. Na papieskiej tiarze umieszczony jest tytuł: Vikarius Filli Dei - Zastępca Syna Bożego.

Na podstawie przeczytanego Słowa Bożego wiemy, że Zastępcą Syna Bożego na ziemi nie jest człowiek, ale Duch Święty.
Wykonuje On w imieniu Pana Jezusa posługę nauczyciela, bada wszystko, nawet głębokości Boże, przypomina nam wszystko co powiedział Pan Jezus. Jest On Duchem Prawdy, który "przebywa wśród was i w was będzie. Składa On świadectwo o Panu Jezusie, wprowadza nas we wszelką prawdę. On oznajmił nam co ma przyjść. On uwielbia Pana Jezusa. On - Zastępca Syna Bożego potwierdza duchowi naszemu, że dziećmi Bożymi jesteśmy. Przez tego Ducha wołamy do Boga - Ojcze. Ten to Duch - Zastępca Syna Bożego wspiera nas w niemocy naszej i wstawia się za nami (za świętymi - za odrodzonymi) w niewysłowionych westchnieniach. Niektórzy poszukują ludzkiego pośrednika do tego wstawiennictwa. Duch Święty ów Zastępca Syna Bożego udziela według swojej woli rozlicznych darów uzdalniających nas do służby Kościołowi Jezusa Chrystusa. Jesteśmy w Nim ochrzczeni - zanurzeni i Nim napojeni i dlatego tworzymy jedno ciało - Kościół Ekklezja.
Jesteśmy zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym na dzień odkupienia. Po tej pieczęci będziemy rozpoznani w dniu przyjścia naszego Pana. Mocą tego Ducha zmartwychwstaniemy jak i Chrystus zmartwychwstał.
Ów Zastępca Syna Bożego w stosunku do świata wykonuje posługę przekonywanie o grzechu, o sprawiedliwości o sądzie.
On powstrzymuje tajemną moc nieprawości.
Mimo, że Duch Święty wykonuje posługę Zastępcy Syna Bożego kieruje nasz duchowy wzrok, duchowy zmysł, abyśmy uwielbiali Pana Jezusa naszego Zbawiciela.
Dlatego wiedząc o tym dajmy się prowadzić przez Ducha Świętego, bądźmy posłuszni temu Zastępcy Syna Bożego. Nie zasmucajmy Go, nie sprzeciwiajmy się Mu. Bądźmy pełni Ducha Świętego. Niech przez pełnię obecności Ducha Świętego nasze życie będzie obfite w Jego Owoc.
Oto Zastępca Syna Bożego. Nasz wzrok za jego mocą i poradą powinien być skierowany nie na śmiertelnego człowieka, lecz na Pana Jezusa Chrystusa. Ten to Duch Święty inspiruje nas, abyśmy zbliżyli się do Pana Jezusa, abyśmy w Niego uwierzyli, choć sam pozostaje w ukryciu.
Widzimy Jego moc, widzimy Jego działanie, ale przez Niego możemy zobaczyć i poznać osobę Pana Jezusa. Przez Niego możemy poznać nasz grzeszny stan, pokutować, nawrócić się, otrzymać zbawienie i zmienić nasze życie.

Dla odrodzonych i zbawionych ludzi Zastępcą Syna Bożego na ziemi jest Duch Święty. Bo tak o Nim mówi Pan Jezus. Bo tak o Nim czytamy w Piśmie Świętym. Uwielbiajmy Pana naszego Jezusa Chrystusa za wspaniałego Zastępcę Syna Bożego na ziemi. Dla odrodzonych i zbawionych ludzi Zastępcą Syna Bożego na ziemi jest Duch Święty. Bo tak o Nim mówi Pan Jezus. Bo tak o Nim czytamy w Piśmie Świętym. Uwielbiajmy Pana naszego Jezusa Chrystusa za wspaniałego Zastępcę Syna Bożego na ziemi.


„Boże mój, czemuś mnie opuścił” Mt. 27; 45-46 . 29-03-2015

Męka naszego Pana doszła do kulminacyjnego punktu. Pośród szyderstw pospólstwa Pan Jezus z krzyża wypowiedział słowa modlitwy „Ojcze, przebacz im bo nie wiedzą co czynią”. Dał zapewnienie jednemu ze złoczyńcy, że będzie z Nim w raju. Powierzył Marię – swoją ziemską matkę Janowi.

I oto w samo południe, kiedy słońce jest w zenicie na trzy godziny zapada ciemność. I ta ciemność była największą obawą naszego Pana. Była znakiem iż Pan Bóg, Ojciec Pana Jezusa, dotąd będący w doskonałej jedności z Synem teraz opuszcza Go. Odwraca się od Niego, bo widzi ogrom naszych grzechów, które Pan Jezus dobrowolnie wziął na swoje ramiona, jak to przepowiedział prorok Izajasz „Lecz On zraniony jest za występki nasze, starty za winy nasze, ukarany został dla naszego zbawienia”, Albo jak czytamy w liście św. Piotra „On grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł na drzewo, złożył samego siebie na okup za wielu” Bóg Ojciec Pana Jezusa, Tego (swojego Syna), który nie znał grzechu za nas grzechem uczynił”.

Pan Jezus wiedział, że największe cierpienie będzie miało miejsce, właśnie podczas tych trzech godzin ciemności. Ta ciemność była także znakiem iż Pan Jezus w tym momencie przyjął na siebie nieopisane przekleństwo naszych grzechów. W tych trzech godzinach skupione było całe piekło na które my zasłużyliśmy. W tym momencie wylał się cały Boży gniew przeciwko przestępstwom, które myśmy popełnili, a które wziął na siebie Boży Syn.

My widzimy to jakby przez mgłę, ponieważ nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie i wczuć się w położenie Pana Jezusa – Bożego Syna, który zostaje ukarany przez Ojca za nasze winy. Nie możemy sobie wyobrazić co oznacza zaspokojenie Bożej sprawiedliwości.

Możemy tylko przyjąć i wierzyć iż w tym to czasie Pan Jezus zapłacił nasz dług, a jednocześnie dokonał odkupienia ludzkości.

Ta ciemność jest dowodem na to, że Pan Bóg wykonał karę na Panu Jezusie za winę nas wszystkich. Dokonał zadośćuczynienia za nasze grzechy na swoim Synu.

Dlatego podczas tych ciemności Pan Jezus zawołał w języku aramejskim „Eloi eloi lamma sabachtani” co znaczy „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił”.

Lecz wiemy, że słowa Pana wypowiedziane w tej przerażającej ciemności nie są przypadkowe, gdyż są powtórzeniem słów Psalmu 22,1.

Pan Jezus przywołuje słowa tego Psalmu, aby odwołać się do całego psalmu, który na blisko 1000 lat przed narodzeniem Pana opisuje w sposób literacki Jego cierpienie na Golgocie. Przywołał, aby uzmysłowić ludziom, że Jego śmierć nie jest przypadkowa, że o tej śmierci prorokował Dawid w swoim psalmie.

Pan Jezus doświadczył już ludzką drogę narodzenia, życia w ludzkim ciele, a teraz na krzyżu doświadcza ludzkiego cierpienia i ludzkiej śmierci.

Dlatego autor listu do Hebrajczyków 4, 15 napisał, że mamy arcykapłana, który może nam współczuć z powodu naszych słabości, bo był doświadczony we wszystkim za wyjątkiem grzechu.

Z pozoru wołanie Pana Jezusa „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił” możemy odczytywać, jako porażkę naszego Pana w dziele zbawienia. Tak jakby był rozczarowany swoim Ojcem. Jakby wyrażał żal, że został porzucony przez ludzi i porzucony przez Ojca. Jakby spodziewał się czegoś innego po swoim Ojcu! Jakby nie wiedział co się z Nim dalej stanie!

Jednak tak nie jest!. Mimo tragicznego położenia Pan Jezus, jako Bóg człowiek wierzył, że ta pozorna porażka okaże się zwycięstwem podczas Jego zmartwychwstania. Mówił o tym wielokrotnie swoim uczniom, że musi cierpieć i umrzeć, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Dlatego w tym wołaniu „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” wyraża się prawdziwe człowieczeństwo Pana Jezusa. Wypowiada je jako Bóg-człowiek. Świadczą o tym słowa „Boże”, a nie „Ojcze”.

Tak, my po ludzku reagujemy, gdy dotyka nas cierpienie, gdy nasze życie przykrywa ciemność. Czy Pan Jezus oczekiwał odpowiedzi? Nie wiemy. Wiemy, że były one wyrazem pragnienia znalezienia się w Bogu Ojcu. Bycia w Nim.

Pan Jezus chce samego siebie powierzyć swojemu Ojcu. Nadal Mu ufa. Daje temu wyraz w ostatnich słowach z krzyża „Ojcze w ręce twoje polecam ducha mego”. Są one świadectwem zdania się całkowicie na wolę Ojca. Powraca tutaj do słowa „Ojcze”.

Zatem śmierć Pana Jezusa jest powrotem do Ojca. Jest drogą do spotkania z Nim.

Widzimy w tym, że Pan Jezus ma całkowitą świadomość, że Bóg Ojciec nie odrzucił swojego ukrzyżowanego Syna, chociaż na zewnątrz nie było tego widać.

Bóg Ojciec z miłości do grzesznika i do swojego Syna karze grzech. Nasz grzech. Jak w PS. 22,4 „… Ty jesteś święty, przebywasz w chwałach Izraela” Ponieważ Bóg Ojciec jest święty, nie może patrzeć na grzech świata. Jednak będąc sprawiedliwym musi grzech ukarać. Pan Jezus nie popełnił żadnego grzechu, ale wziął nasz grzech na siebie i dlatego przyjął karę naszą na siebie.

Bóg Ojciec nie dokonuje zemsty za nasze grzechy. Czytamy w I J.4,8, że „Bóg jest miłością” , ale jest sprawiedliwy i musi ukarać grzech, jak to czytamy w II M.34,7b „… nie pozostawię w żadnym razie winy bez kary

Dlatego mamy pewność, że Bóg Ojciec nie przestaje miłować swojego Syna. Nadal jest z Nim podczas męki krzyżowej, a słowa Pana Jezusa wypowiedziane z krzyża są słowami odczucia prawdziwego człowieka, jakim był Pan Jezus w swojej podwójnej naturze, mającego takie samo ciało, jak my. I w naszym życiu także czasami znajdujemy się w sytuacji takiej ciemności. Czasami mamy wrażenie całkowitego opuszczenia przez Boga i ludzi. Utraty podstawy naszego życia i nadziei. Pozostawieni ze swoimi ciężarami, cierpieniami samemu sobie. Kiedy stawiamy pytania, dlaczego w naszym życiu dzieje się tak, a nie inaczej? Dlaczego nie jest lepiej? Czasami wręcz używamy tego samego pytania, które postawił Pan Jezus „Boże mój czemuś mnie opuścił?”. W tych pytaniach nie ma nic złego, jeśli w nich odkrywamy drogę ku Bogu. Kiedy znajdujemy słuszność Bożego postępowania z nami, jako narzędzia kształtowania nas, napominania, pouczania, ostrzegania nas. W tych pytaniach nie ma nic złego, gdy w naszym cierpieniu odkrywamy niezrozumiałą na ten moment Bożą wolę dla nas. Jeśli nadal wierzymy, że jest obecny z nami w naszych cierpieniach. W tych pytaniach nie ma nic złego, jeśli kierują nas w objęcia Boga. Bóg Ojciec nie przestawał miłować swojego ukrzyżowanego Syna, ponieważ złożył samego siebie ofiarę bez skazy Bogu Ojcu. I On nie przestaje nas miłować, gdy przechodzimy przez naszą ciemność.

Dlatego z Krzyża możemy czerpać siłę do naszych doświadczeń wiedząc, że nasze cierpienia, nasze doświadczenia nie muszą być rezultatem odrzucenia nas przez Boga, ale z miłością Jego nas wychowywanie. Abyśmy z tym światem nie zostali potępieni. „... sam bowiem powiedział: Nie porzucę cię, ani cię nie opuszczę”. (Hb. 12,5) Psalmista z ufnością modli się, że „Choćbym nawet szedł ciemną dolinę, zła się nie ulęgnę, boś Ty ze mną”(Ps. 23,4).

Do takiego nastawienia niezbędna jest wiara w Boże prowadzenie. Niezbędna jest wiara, przez którą możemy zobaczyć prawdziwy sens cierpienia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Posiadając taką wiarę dostrzeżemy płynącą z tego cierpienia miłość Boga Ojca oraz Jego Syna – Pana Jezusa. Miłość skierowaną ku nam. Przyjmijmy tą Miłość do naszego życia. Niech ona przemienia nas duchowo i uczyni z nas nowe stworzenie.


„.... gdyż nie było dla nich miejsca ....” Łk. 2, 7 . 24-12-2014

Dekret cesarza Augusta, aby spisano cały świat zaskoczył wszystkich. Każdy był zobowiązany udać się do miasta swojego pochodzenia, aby poddać się spisowi, niezależnie, gdzie w tym momencie mieszkał. Drogi, które w niczym nie przypominały dzisiejsze szosy, czy drogi szybkiego ruchu,  zapełniły się ludnością podążającą w różne strony. Biedni i bogaci, jedni pieszo, inni na osłach, czy wielbłądach, podążali do swojego miasta. Miasta nie były przygotowane do przyjęcia przybyłej w takiej ilości ludności. Gospody, które pełniły funkcje małych hotelików,  szybko zapełniły się tymi, którzy przybyli wcześniej. Pozostali, którzy nie zdążyli schronić się w gospodzie w oczekiwaniu na spełnienie obywatelskiego obowiązku,  musieli spędzić noc na dworze, narażając się na grabież mienia przez złodziei.

Do swojego miasta zmuszeni byli iść Józef i  brzemienna Maria. Aktualnie mieszkali w Nazarecie. Ponieważ byli potomkami z rodu Dawida musieli udać się do Betlejem. Było to prawie 110 km. Dzisiaj taka odległość nie robi wrażenia. W najgorszym wypadku może dwie godziny jazdy pociągiem, samochodem może półtorej godziny. Ale w czasach cesarza Augusta była to wyprawa długa i niebezpieczna. Gdyby szli bez przerwy,  mogłoby to im zająć aż 20 dni. Obładowani bagażami, zapasami jedzenia, po drodze musieli zatrzymywać się na noc, aby odpocząć. Gdy Józef i w wysokiej ciąży Maria dotarli do Betlejem,  miejsca w gospodzie były już zajęte przez szybszych, silniejszych, może bogatszych.

Właściciel gospody był bezradny, gdy w drzwiach stanęli Józef i Maria. Nie można go oskarżyć o złe nastawienie. Wtedy nie wiedział tego,  co my wiemy z przekazu Ewangelii, że Maria jest brzemienna z Ducha Świętego i wyda na świat Bożego Syna. Całkowicie pochłonięty obsługą gości, licznymi obowiązkami, sprawami, które trzeba było przy tym załatwić,  nie mógł się zatroszczyć o specjalnych gości. Mógł czuć się całkowicie usprawiedliwiony, że nie mógł dać miejsca w gospodzie dla Józefa i brzemiennej Marii. Po prostu nie było miejsca. To było smutne, że od drzwi gospody musieli odejść.

Tak właśnie żyje wiele ludzi. Zaaferowani własnymi sprawami, zagonieni w poszukiwaniu doczesnych korzyści, zaspokojenia własnych ambicji, własnych oczekiwań, skoncentrowani na sprawach, które muszą załatwić, przypominają gości z przypowieści Pana Jezusa (Łk. 14,16-24), którzy zostali zaproszeni na wielką wieczerzę. Owi goście wymawiali się licznymi obowiązkami, a to jeden kupił pole i musi je zobaczyć, inny kupił woły i musi je wypróbować, a inny żonę pojął. Trudno zarzucić jest im złe nastawienie do zapraszającego. Każdy z nich znalazł wyjaśnienie, żeby nie skorzystać z zaproszenia. Zamiast tej wyjątkowej uczty wybrali własne sprawy. W ich sercach nie było miejsca, nie było woli przyjęcia zaproszenia. Podobnie za czasów Noego przed potopem ludzie zaaferowani byli zwykłymi ludzkimi sprawami,  nie mieli w swoim sercu miejsca dla Boga i Jego spraw. Gdy przyszedł potop,  było już za późno. (Łk. 17,26-30)

Bóg posłał swojego Syna na ten świat, jako dar. Oczekuje, że Jego dar znajdzie miejsce w naszych sercach. Pan Jezus zaprasza wszystkich do siebie spracowanych i obciążonych, szuka miejsca w „gospodach” naszych serc. Chce być zaproszony.

Jest to przykre, że ludzie nie szukają najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości. Podobnie jak właściciel gospody mają miejsce w swoim sercu na wszystko inne, ale nie dla Jezusa, nie dla Boga. Myślą, że mogą obejść się bez Jezusa.

Jaka jest twoja postawa wobec faktu, że Pan Jezus stoi u drzwi twego serca? Czy znajdziesz miejsce dla Niego? Czy jak właściciel gospody rozłożysz ręce bezradnie i powiesz: jestem jeszcze na to zbyt młody, albo zbyt stary? Albo jak inni powiesz:  mam ważniejsze sprawy?

Oto stoję u drzwi i kołaczę; - mówi Pan Jezus - jeśli ktoś usłyszy głos mój i otworzy drzwi wstąpię do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze mną” Ap. 3,20


 

Obietnica Pięćdziesiątnicy. 17-05-2013

„A gdy nadszedł dzień Zielonych świąt, byli wszyscy na jednym miejscu. I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym i zaczęli mówić innymi językami, tak jak im Duch poddawał”  (Dz.2,1-4).

W dzień Pięćdziesiątnicy, z grec. pentekostes, a nie jak to jest w protestanckich tłumaczeniach,  w dzień Zielonych Świąt, miało miejsce spełnienie się „obietnicy Ojca”. Dzień Pięćdziesiątnicy związany był ze starotestamentowym świętem żniw (III Moj. 23,16). Odliczany był od drugiego dnia święta Paschy, właśnie owe pięćdziesiąt dni. W tym dniu składano nową ofiarę z pokarmów dla Pana. Była to wonna ofiara dla Boga. Dzień ten był wolnym od pracy, dniem radości i uroczystego świętego zgromadzenia. Nie przypadkowo więc w ten to pięćdziesiąty dzień, liczony od śmierci Pana naszego Jezusa Chrystusa i po dziesięciu dniach od Jego wniebowstąpienia,  spełniło się to co było zapowiedziane przez proroka Joela. „I stanie się w ostateczne dni, mówi Pan, że wyleję Ducha mego....” (Dz. 2,17), jak to zapowiedział Pan przed wniebowstąpieniem, gdy mówił do swoich uczniów „ale weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was, i będziecie mi świadkami ....” (Dz. 1,8).

W górnej izbie przez około dziesięć dni, około sto dwadzieścia osób, w tym niewiasty, oczekiwało na spełnienie się obietnicy Pana. Trwali jednomyślnie w modlitwie, dokonali także wyboru Macieja na miejsce Judasza. „I powstał nagle z nieba szum, jakby wiejącego gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, gdzie siedzieli. I ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły i usiadły na każdym z nich. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak, jak im Duch poddawał” (Dz. 2,2-4).

Głosili oni „wielkie dzieła Boże” w około szesnastu językach narodów, z których wywodzili się żydowscy pielgrzymi (Dz. 2,11). Było to niepowtarzalne wydarzenie. Nigdy więcej Duch Święty nie manifestował się w taki sam sposób.   

 Ale mimo tego, obietnica otrzymania w darze Ducha Świętego odnosi się także do dzisiejszego pokolenia. „Obietnica ta bowiem odnosi się do was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan Bóg nasz, powoła” (Dz. 2, 39). Ducha Świętego otrzymuje w darze każdy kto „Upamięta się” albo jak w innym miejscu upamięta się i nawróci od swoich grzechów. Pismo Święte upamiętanie i nawrócenie odnosi do wiary w Jezusa Chrystusa. Do prowadzenia nowego chrześcijańskiego życia. Każdy potrzebuje Ducha Świętego, który uzdalnia go,  wyposażając w dary duchowe oraz udziela mocy do życia podobającego się Bogu.

Wiele ludzi zachęconych przez Słowo Boże do nawrócenia powątpiewa, czy będzie w stanie żyć według Bożych wymagań. Nie mamy wystarczającej silnej woli, aby żyć według Bożych zasad, ale przy pomocy Ducha Świętego - tak. Podczas doświadczania Ducha Świętego nie muszą towarzyszyć znaki, jakie miały miejsce w dzień Pięćdziesiątnicy.

Natomiast oznaką Jego otrzymania jest, między innymi, napełnienie nas nadprzyrodzoną radością i pokojem, uczuciem wdzięczności Bogu, wrażliwością na potrzeby innych ludzi, chęcią pomagania im, pokorą, miłością, uległością, mocą nad wszelkim uzależnieniem, pragnieniem zachęcania innych wierzących do wierności Panu, jakimś szczególnym darem - umiejętnościami, których nie miało się od urodzenia, a które przejawiają się ku wspólnemu pożytkowi (I Kor. 12,7) , ku zbudowaniu Kościoła (I Kor. 14, 26 b).

„ ... bądźcie pełni Ducha” (Ef. 5, 18) „Mówię więc: Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej” (Gal. 5,16). Jeżeli otrzymałeś Ducha Świętego, to pozwól Jemu przejąć kontrolę nad swoim życiem, w dzień i noc. Poddawaj kontroli Ducha Świętego swoje decyzje, plany, styl życia w oparciu o Słowo Boże, aby rozumieć, jaka jest wola Pańska (Ef.5,17)., „Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy” (Gal. 5,25). A wtedy pojawi się owoc Ducha: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość” (Gal. 5,22-23).

Jeśli chciałbyś doświadczyć obietnicy Pięćdziesiątnicy,  uwierz w Pana Jezusa, zaufaj Mu, że to On jest Panem i Zbawicielem. Uwierz, że to On wziął nasze grzechy na siebie i został ukarany za nas. Wyznaj Mu wszystkie swoje grzechy i przyjmij Go do swojego życia. Gdy to szczerze uczynisz,  wtedy otrzymasz w darze Ducha Świętego. I na tobie spełni się obietnica Pięćdziesiątnicy.


 

Święto zajączka? Łk. 2, 7 01-04-2012

"Bóg wprawdzie puszczał płazem czasy niewiedzy, teraz jednak wzywa wszędzie wszystkich ludzi, aby się upamiętali, gdyż wyznaczył dzień, w którym będzie sądził świat sprawiedliwie przez męża, którego ustanowił, potwierdzając to wszystkim przez wskrzeszenie go z martwych. A gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się naśmiewali, drudzy zaś mówili .... " Dz. 17,30-32a

W wigilię niedzieli wielkanocnej, jak każdego roku, od VIII w. ludzie z przyozdobionymi koszyczkami, z wybranym jadłem wśród, którego królują pomalowane,  kolorowe jajka, zajączek lub lukrowy baranek,  podążą do kościołów.

Powrócą z nimi z powrotem w przekonaniu dobrze spełnionego kościelnego obowiązku.Jeśli nawet w ogóle nie chodzili do kościoła, to teraz jest okazja, żeby pójść. Co bardziej leniwi wykorzystają do tej czynności dzieci. W Wielkanoc po rezurekcji rozpoczną  posiłek od dzielenia się jajkiem i składania życzeń. A potem dzieci będą szukały  „zająca”, czyli wielkanocnych prezentów. W takiej oto scenerii i klimacie chciałoby się zapytać w niedzielę, podczas której wspominamy zmartwychwstanie Pana naszego Jezusa Chrystusa: Czyje jest to święto? Dla kogo jest to święto? Co ma wspólnego włączony do chrześcijańskiego święta zwyczaj sięgający do naszych pogańskich przodków, którzy czcili słońce, a na wiosnę składali mu w ofierze jajko, symbolicznie nim się dzieląc?

No cóż? Nic dziwnego, że co najmniej 80%, jeśli nie więcej chrześcijan – chyba z nazwy - nie wierzy w zmartwychwstanie Pana Jezusa i nie wierzy w swoje zmartwychwstanie. „... jakże mogą mówić niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie ma. Bo jeśli  zmartwychwstania nie ma, to i Chrystus nie został wzbudzony; a jeśli Chrystus nie został wzbudzony, tedy i kazanie nasze daremne, daremna też wasza wiara;”  (I Kor. 15,12-13).

Ten brak wiary w zmartwychwstanie ma swoją przyczynę w nieznajomości Pisma Świętego oraz braku wiary w to co tam jest napisane. Często słyszymy wypowiedzi: „To ludzie pisali”.  Łatwiej ludziom jest wierzyć w przesądy i zabobony niż w to co zostało napisane w Piśmie Świętym.

A tam czytamy opisy świadków,  którzy widzieli zmartwychwstałego Pana. Maria Magdalena, Joanna, Maria – matka Jakuba i inne, gdy przyszły do grobu i widziały Go zmartwychwstałego Ew. Mat. 28, 9; Następnie dwom uczniom ukazał się, gdy szli do Emaus, Piotrowi. Pokazał się nie jeden raz uczniom swoim, gdy byli zebrani w górnej izbie. „Potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje” – zaświadcza Ap. Paweł (I Kor. 15,6). Widzieli Go odchodzącego do nieba. Rozmawiali ze sobą. Dawał im ostatnie polecenia. (Dz. 1,6-8). Nie zniknął nagle, lecz widzieli, jak oddalał się ku niebu. Patrzyli uważnie. (Dz.Ap. 1,9-10). Nasz zmartwychwstały Pan ukazał się Ap. Pawłowi, gdy jechał prześladować chrześcijan do Damaszku. On to opisuje ten fakt w swoich listach. Trzeba dodać, że Ap. Jan na wyspie Patmos też widział Pana zmartwychwstałego. Rozmawiał z Nim. (Ob.św. Jana 1,12-13). Pan przekazał  mu Słowo znane jako „Objawienie św. Jana”.

Mimo tych dowodów, na podstawie których świecki sąd wydałby wyrok potwierdzający zmartwychwstanie Pana, ludzie nadal wątpią i nie wierzą w ten fakt.

Wiara w zmartwychwstanie Pana Jezusa nie pozwala przejść obojętnie wobec pytań o sens życia. Nie pozwala nie myśleć w jaki sposób to życie przebiega. I najważniejsze – nie pozwala zapomnieć, że staniemy po śmierci przed Najwyższym Sędzią, żeby zdać sprawę z naszego życia. Z naszej relacji z Bogiem. Stanąć przed faktem zbawienia  lub potępienia. Nieba lub piekła. Wiecznego życia z Bogiem lub wiecznego cierpienia w mękach piekła.

Więc z tego powodu, wbrew dowodom, wielu ludzi woli przekonywać siebie, że po śmierci nic nie ma, że życie kończy się na grobie.

Wbrew temu wszystkiemu w Piśmie Świętym czytamy: A jednak Chrystus został wzbudzony” (I Kor. 15,20)  

Dla odrodzonych chrześcijan Święto Zmartwychwstania Pana Jezusa jest powodem do wielkiej radości i dziękczynienia Bogu z powodu zwycięstwa, jakie Pan nasz odniósł na krzyżu. Pokonał przez to odwiecznego wroga ludzkiej duszy – szatana. Jego moc całkowicie unicestwił.

Dla odrodzonych chrześcijan jest to dzień refleksji „A jednak Chrystus został wzbudzony z martwych i jest pierwiastkiem tych, którzy zasnęli”. (I Kor. 15,20) „Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni. (I Kor. 15,22).

Szczególnie w tym dniu przeżywamy refleksję ujętą słowami Ap. Pawła „Ale Bogu niech będą dzięki, który nam daje zwycięstwo przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa” (I Kor. 15,57).

Zmartwychwstanie Pana Jezusa nadaje sens naszemu życiu. W Jego zwycięstwie mamy pewność zbawienia, zwycięstwo nad grzechem, który ciągle nas atakuje, nad słabościami duchowymi. Zwycięstwo, gdy przychodzą doświadczenia i problemy. Gdy zmagamy się z przeciwnościami. Ze zmartwychwstania czerpiemy siłę, aby żyć nadzieją wbrew nadziei.

Dzięki wierze w zmartwychwstanie możemy być „... stali, niewzruszeni, zawsze pełni zapału do pracy dla Pana, wiedząc, że trud wasz nie jest daremny w Panu” (I Kor. 15,58).

Dlatego dzisiaj chcę zachęcić do porzucenia wątpliwości w zmartwychwstanie. Zachęcić do zwrócenia się ku Zmartwychwstałemu. Zachęcić Ciebie, drogi czytelniku,  do wiary w Tego, który zmartwychwstał i żyje wiecznie. Który powiedział: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki” (Ew. św. Jana 11,25-26)

Dlaczego odrodzeni chrześcijanie rezygnują z łączenia tego święta ze zwyczajami sięgającymi pogańskich przodków?

Żeby nie przysłoniły nam osoby Pana Jezusa, Jego zwycięstwa i naszej radości.

Drugi powód to ten,  iż Pismo Święte zabrania łączenia społeczności z Bogiem z rzeczami, które były kiedyś poświęcone demonom.

Jezus zmartwychwstał!

Prawdziwie zmartwychwstał!


 

Boże Narodzenie. 22-12-2008

"Albowiem dziecię narodziło się nam, syn jest nam dany i spocznie władza na jego ramieniu, i nazwą go: Cudowny Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Odwieczny, Książę Pokoju. Potężna będzie władza  i pokój bez końca.... " Iz. 9, 5-6

Biblijną prawdą jest, iż nasz Pan nakazał nam wspominanie swojej śmierci aż przyjdzie, a nie dnia swoich urodzin.

Drugą prawdą jest fakt,  iż nie można określić daty Jego narodzenia. Początek obchodzenia świąt Narodzenia Pańskiego sięga czasów papieża Damazego I w 354 r. Natomiast w 390 r. można mówić o powszechności Świąt Bożego Narodzenia w krajach, do których dotarło chrześcijaństwo. Były to czasy odstępstwa Kościoła od nauki Pana Jezusa i jego Apostołów.

Kościół Rzymski w IV w.  jak i w cztery wieki później liberalnie traktował pogańskie święta i obrzędy.  Papież Grzegorz I Wielki wprowadził zasady nawracania polegające na: "... Tam, gdzie istnieje zwyczaj składania ofiar bożkom diabelskim, obchodzić w tym samym dniu uroczystości chrześcijańskie w innej formie".

Według tej zasady ustalono datę celebrowania pamiątki Narodzenia Pańskiego na 25 grudnia. Poganie w tym dniu obchodzili uroczyście święto narodzenia słońca.  Dzień ten łączył się też z tzw. Saturnaliami ku czci staroitalskiego boga rolnictwa. Jego pamięć Rzymianie świętowali od 479 r p.n.e.

 Wśród Słowian było święto Godów, które przypadało na czas przesilania zimowego. Miały one charakter obecnych świąt zmarłych, podczas których, pozostawiano zmarłym wolne miejsce przy stole i wydzielano dla nich jadło. Dało to początek obrzędu pozostawiania wolnego miejsca przy stole podczas wieczoru wigilijnego. Dzisiaj inaczej tłumaczonego.

Do tego trzeba dodać niezbędny rekwizyt świąt - choinka - rozpowszechniona od XV w. jako drzewo wiadomości dobra i zła, która za czasów rzymskich była ozdobą świątyń ku czci boga rolnictwa - korzeniami swoimi sięgającej do mitologii Babilończyków i Asyryjczyków, jako drzewo życia.

Wypisywanie na drzwiach inicjałów K+M+B też sięga do magicznego obrządku o rodowodzie pogańskim, którego pierwotnym celem było wypędzanie duchów w zaświaty po świętach Godów.

Do tego dodać jeszcze trzeba św.  Mikołaja - mityczna, jak się teraz okazuje,  postać jadąca na saniach z prezentami, o którym legenda wywodzi się z IV w., koniecznie puszysty i obfity śnieg. Do tego trzeba dodać cały przemysł, który tworzy nową współczesną religię w miejscach kultu super i hipermarketach, które przyciągają rzesze wiernych ich wyznawców. Kuszą odpowiednią muzyką, promocjami, specjalnym doborem oświetlenia. Wszystko lśni, błyszczy i kusi. Wciąga w swój wir prawie wszystkich. Do tego trzeba dodać jeszcze szopki i różne ludowe obyczaje, głupawe piosenki. Czy można zobaczyć przez to wszystko to cudowne i niezwykłe wydarzenie w Betlejemie sprzed 2000 lat ? Gdzie?, gdzie? Czy to koło Zakopanego? Jak to, śniegu tam nie było?

 Czy widzimy przez tą gonitwę, przez te obyczaje, Boga w ciele objawionego? Czy w tym zgiełku można jeszcze usłyszeć  poselstwo proroka, aniołów?. Czy może dotrzeć do nas Boże Słowo?. Czy może ono nas jeszcze wzruszyć?

A gdyby z tego wszystkiego zrezygnować. Gdyby to cudowne wydarzenie obedrzeć z tego wszystkiego co przez wieki przylgnęło, co zostało włączone z pogaństwa do chrześcijaństwa, łącznie z datą tej pamiątki - co byśmy ujrzeli? Co byśmy usłyszeli?

Ujrzelibyśmy ubogą stajenkę. Tak jak my duchowo jesteśmy ubodzy.

Ujrzelibyśmy tego, Kogo widzieli pasterze - "Zbawiciela, którym jest Chrystus Pan". Ujrzelibyśmy tego, Komu mędrcy złożyli najcenniejsze dary - Królowi, Kapłanowi, Zbawicielowi.

Na pewno zobaczylibyśmy tego, którego widział Symeon - "oczy moje widziały zbawienie .... światłość, która oświeca pogan".

Usłyszelibyśmy zapowiedź proroków, usłyszelibyśmy poselstwo anielskie. Usłyszelibyśmy Magnificat Marii.

To wszystko dotarłoby do nas, do naszego serca bez przeszkód i wzbudziło w nas potrzebę otwarcia naszego życia dla Niego. Dla Cudownego Doradcy, Boga Mocnego, Ojca Odwiecznego, Księcia Pokoju. Wzbudziłoby refleksję w sercu, że Bóg daje nam Swojego Syna, abyśmy ufając Jemu mieli życie wieczne. Że daje nam w Nim Zbawienie. Gdyż właśnie Ten zrodzony w Betlejemie Jezus i Syn Boży weźmie na siebie nasze grzechy, nasze winy i naszą karę i za nas umrze na Golgocie, a potem trzeciego dnia zmartwychwstanie.

Nie moglibyśmy być obojętni na Ewangelię.

A tak, rozdarci pomiędzy ubogą stajenką a super i hipermarketami, reklamami i całą tą tradycją, zwyczajami skłaniamy się jednak ku temu ostatniemu. Raz się żyje. Uboga stajenka nie dla mnie. A to, że to wszystko ma być na cześć Tego, który na chwilę stał się mniejszy od aniołów. To już mniej ważne...

Jeśli udało mi się skupić twoją uwagę aż do tego miejsca,  to chcę ci powiedzieć, że Pan Jezus jest w niebie, siedzi po prawicy Boga Ojca. "Ma oczy jak płomień ognia"" - Ap.2,18 "... oblicze jego jaśnieje jak błyskawica .... ramiona i nogi jego błyszczały jak miedź wypolerowana, a dźwięk jego głosu był potężny jak wrzawa mnóstwa ludu" - Dan. 10,6 "On jest Panem panów, Królem królów" - Ap. 17,14. W niczym nie przypomina figurki położonej we współczesnym żłóbku.

Dlatego dzisiaj nie odwiedzamy stajenki, nie idziemy do Maleńkiego. On zaprasza nas, abyśmy celebrowali Jego śmierć. Abyśmy zawierzyli swoje życie Zmartwychwstałemu.

A ci, którzy to już uczynili, niech oddadzą chwałę Bogu "Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom w których ma upodobanie" Łk. 2,15


 

Zanim zapłonie lampka. 28-10-2006

 

"Wróci się proch do ziemi, tak jak w nim był, duch zaś wróci do Boga, który go dał" Kazn. 12,7.

 

Niechętnie mówimy o śmierci, a w szczególności o swojej śmierci. Nie jest to temat, który byłby omawiany na spotkaniach towarzyskich. Kiedy jednak śmierć zbiera swoje żniwo wśród naszych bliskich, znajomych, kiedy nas osobiście dotyka ból rozstania na zawsze z kimś bliskim, albo kiedy nam przychodzi oddać ostatnią posługę zmarłej osobie, wtedy zaczynamy się niepokoić i  myśleć z trwogą o naszej własnej śmierci. Wtedy też zaczynamy zadawać sobie pytania typu: Jak się umiera ? Co jest po tamtej stronie ? Kto następny? Kiedy ja umrę? itp.
Śmierć jawi się nam jako coś przykrego, strasznego, jako coś bolesnego. Zapominamy, że życie ludzkie od poczęcia jest naznaczone umieraniem. Każdy dzień, czy chcemy przyjąć to do wiadomości czy nie, zbliża nas nieuchronnie do śmierci.

Pismo Święte, jako jedyny autorytet w sprawie wiary objawia nam, że śmierć jest granicą pomiędzy życiem ziemskim widzialnym, a życiem wiecznym niewidzialnym. Jest granicą pomiędzy formą życia ziemskiego i formą życia wiecznego, w którym istnieją inne warunki egzystencji człowieka.

 
Pan Jezus (Ew. św. Łuk.16,19-31) objawia nam w historii o Bogaczu i Łazarzu, że w tej "wieczności" są dwa miejsca.  Pierwsze - to miejsce obecności Bożej, wiecznej szczęśliwości i pokoju, do którego zmierza człowiek po śmierci, a drugie miejsce oczekiwania na Boży sąd, miejsce, gdzie już istnieje przedsmak wiecznej kaźni. Bogacz stamtąd mówi, że męki cierpi w tym płomieniu. Pomiędzy tymi miejscami jest przepaść, aby jedni do drugich nie mogli się przedostać.

Pan Jezus naucza, (Ew.św.Mat.7,13) że ludzkość podąża do wieczności dwiema drogami. Drogą wąską prowadzącą do życia wiecznego w Niebie i drogą szeroką, która prowadzi do wiecznego potępienia, do wiecznej kaźni. Nie ma niestety trzeciej możliwości. Wyboru jednej z tych dróg dokonujemy już za życia. Po śmierci żaden człowiek nie może wykupić się, aby zmienić swoje położenie. Dlatego ewangeliczni chrześcijanie tak dużo mówią o konieczności zastanowienia się nad własnym życiem, o konieczności oddania swojego życia Bogu.
W Księdze Joba w rozdz.19, 25 -27 czytamy, że Job miał pewność, on wierzył, że po śmierci będzie oglądał Boga, że jego oczy zobaczą Najwyższego. Wiarę swoją opierał na zaufaniu Bogu w Jego Słowo.
 
Tym Odkupicielem, który jest nadzieją Joba jest objawiony w Nowym Testamencie Pan Jezus Chrystus, Syn Boży. On przyszedł na ten świat, aby objawić światu zbawienie z łaski przez wiarę w Niego. Pan Jezus został ukarany przez Niebiańskiego Ojca z całą surowością swojej sprawiedliwości i wymagań zakonu (prawa) z powodu naszych grzechów, z miłości do nas grzeszników, aby nas odkupić z marnego naszego postępowania, odkupić z niewoli grzechu, odkupić dla siebie, aby nas przysposobić za dzieci swoje. Aby przywrócić nas do utraconej społeczności z Bogiem - Jego Ojcem. "Albowiem Bóg tak bardzo umiłował świat, że ofiarował mu swojego jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął , ale miał życie wieczne. Bóg nie posłał Syna, by potępił świat, lecz by go zbawił" (Ew.św.J.3;16-17. "Gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej i są usprawiedliwieni darmo z łaski jego przez odkupienie w Chrystusie Jezusie" (Rz. 3,24).

Kiedy przeżyjemy owo odkupienie, kiedy przyjmiemy Boży dar zbawienia, wtedy "jesteśmy w Panu" i stajemy się  Jego własnością. Wtedy też słowa "Błogosławieni są odtąd umarli, którzy w Panu umierają. Zaprawdę, mówi Duch odpoczną po pracach swoich" (Apok.św.J.14,23) będą odnosić się do nas.  Wtedy, kiedy przyjdzie nasza ostatnia godzina, będziemy mogli z całą pewnością powiedzieć: "W Panu umieram" lub powtórzyć za Jobem: "Będę oglądał moimi oczami mojego Pana i Boga w niebie". Będziemy też przekonani, że grób nie jest naszym domem. 
Kiedy składamy do grobu doczesne szczątki naszych bliskich "w Panu" przeżywamy całą okropność śmierci. Przeżywamy żałobę. Czujemy ból, kiedy śmierć zbiera swoje żniwo. Ból rozdzielenia, rozstania. Ale też w tym miejscu nie mówimy "żegnaj", nie mówimy, że tutaj jest "wieczny odpoczynek". Obok tego bólu doświadczamy radości, iż nie rozstajemy się na zawsze. Mówimy do widzenia, do zobaczenia u Pana.

Ewangeliczni chrześcijanie stojąc na gruncie Pisma Świętego nie praktykują kultu zmarłych, kultu relikwii, ani kultu świętych. Nie obchodzą święta Wszystkich Świętych, ani "Dnia Zaduszek". Nie zapalają lampek na grobach. W Piśmie Świętym, w szczególności w Nowym Testamencie, nie ma ani jednej wzmianki, aby apostołowie czy  ewangeliści nauczali o konieczności wykonywania takich praktyk, nie znajdujemy też, aby wierzący czasów apostolskich obchodzili "Święto Zmarłych".
Ewangeliczni chrześcijanie przekonani są, że w grobie spoczywają wyłącznie szczątki doczesne - ów proch. Jeśli zmarła osoba "była w Panu" - to jest u Pana. Jeśli nie - to taka osoba jest w miejscu oczekiwania na Boży Sąd.

Ewangeliczni chrześcijanie szanują miejsca pochówku, dbają o nie zgodnie z wymogami, ale nie czynią tego z powodów religijnych.
 
Początki święta Wszystkich Świętych sięgają IV w., kiedy chrześcijaństwo utraciło wiele z czystej nauki Kościoła z czasów apostolskich. Wkroczyło na bezdroża tradycji i uległo wpływowi pogańskiego otoczenia. Były to czasy trudne i niebezpieczne, czasy wzmożonego synkretyzmu religijnego (przekształcenie tego co pogańskie w chrześcijańskie), rozwijającej się ascezy i nowej orientacji dogmatycznej.

Być może, że obecne święta: "Wszystkich Świętych" i "Dzień Zaduszny" w Polsce wywodzą się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich, jako święta Dziadów, których celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności.
Może ma to związek z odwiecznymi lękami przed śmiercią, lękami przed zmarłymi, niepewnością  co do losu ludzi po śmierci? Stąd palenie zniczy, aby uniemożliwić im ewentualne wyjście na świat i ich niespodziewane najście w naszym domu.
 
Dlatego w dobie poszukiwania sensu życia, chrześcijańskich wartości  konieczny jest  powrót do źródeł. Do Pisma Świętego. I odrzucenie wszystkiego co przez wieki przylgnęło z pogaństwa do chrześcijaństwa.

 


Jesteśmy usprawiedliwieni. 25-08-2005

„Wiedząc wszakże, że człowiek zostaje usprawiedliwiony nie z uczynków zakonu, a tylko przez wiarę w Chrystusa, i myśmy w Chrystusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa, a nie z uczynków” Gal. 2, 16

Któż z nas nie spotkał się  ze słowem usprawiedliwienie. Ze słowem tym zapoznają się już uczniowie w szkole, kiedy zdarzy się im opuścić zajęcia lekcyjne. Wtedy nauczyciele domagają się od nich usprawiedliwienia nieobecności na zajęciach szkolnych. Kiedy uczeń przyniesie usprawiedliwienie najczęściej od rodziców bądź od lekarza nauczyciele uznają go za niewinnego opuszczenia zajęć szkolnych.
Usprawiedliwienie
to orzeczenie o niewinności kogoś, kto przestąpił prawo.

Cytowany na początku tekst sugeruje, że są dwie drogi uzyskania przychylności Boga. Pierwsza droga, to droga Starego Przymierza, przez spełnienie wymogów prawa Bożego, Bożych przykazań. Zakon oznacza wszystkie przykazania Boże zawierające prawo moralne, prawo ceremonialne, a poprzez uczynki zakonu wszystkie czyny spełnione w posłuszeństwie tymże przykazaniom. Pierwsza droga polega na wykonywaniu wszystkich nakazów zakonu i powstrzymywaniu się od tego, co zakon Boży zabrania. Jeśli w wyniku ciężkiej pracy, jaką są uczynki zakonu wszystko wykonasz bez zarzutu, wtedy Bóg Ciebie przyjmie i wtedy zostaniesz usprawiedliwiony. Apostoł Paweł określa ludzi głoszących tego rodzaju poglądy w Liście do Rzymian rozdz. 10,3 jako „usiłujących ustanowić własne usprawiedliwienie”.

Taki pogląd dominuje w religii większości ludzi. Zyskał on popularność, gdyż schlebia człowiekowi. Jeśli tylko zada sobie trochę trudu i będzie staranniej dbał o sprawy religii, uda mu się osiągnąć zbawienie duszy.

To jest wielkie oszustwo diabła.

Czy jesteśmy w stanie wypełnić Boże przykazania bez zarzutu? Kiedy zapoznajemy się z zakonem – Bożym prawem, Bożymi przykazaniami, stwierdzamy, że uchybiliśmy w wielu, że nie wypełniliśmy należycie Bożych przykazań, jak tego wymagał od nas Bóg.

Pismo Święte mówi, że kto nie wypełnił należycie choćby jednego przykazania, winien jest nie wypełnienia wszystkich. Kto nie wypełnia Bożych przykazań, ten poniesie śmierć, ten będzie potępiony. Tak więc stoimy wobec wyroku śmierci z powodu przestąpienia Bożego prawa. Czy będąc przez prawo osądzonym jako przestępcy, możemy sami siebie usprawiedliwić? Możemy o sobie powiedzieć, że jesteśmy niewinni? Czy Bóg może na podstawie swojego prawa orzec, że jesteśmy niewinni? Nie!

Dlatego Bóg przygotował w Jezusie Chrystusie zapowiadaną przez proroków drugą drogę, drogę Nowego Przymierza.

Tę właśnie drogę przedstawił nam Apostoł Paweł w cytacie na wstępie, że „człowiek zostaje usprawiedliwiony ..... tylko przez wiarę w Chrystusa Jezusa”..... „myśmy w Chrystusa uwierzyli, abyśmy zostali usprawiedliwieni z wiary w Chrystusa" ..... „z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony żaden człowiek”.

Dlaczego?  Pan Jezus przyszedł na świat po to, aby swoim życiem okazać całkowite posłuszeństwo wobec Bożych przykazań. Wykonał w sposób doskonały to, czego myśmy nie byli w stanie wykonać. Następnie Pan Jezus  wziął na siebie naszą winę i karę za nasze przestępstwa wobec zakonu, przykazań. Z tego powodu umarł On tak straszną męczeńską śmiercią. Stało się to dlatego, że karą za nieposłuszeństwo zakonowi jest śmierć. My nie potrafiliśmy spełnić wymagań zakonu – prawa Bożego. Znaleźliśmy się w pułapce zakonu. Chcemy go wykonać, ale jednocześnie to prawo potępia nas, gdyż nie wypełniliśmy go w sposób doskonały. Prawo to wykonał w sposób doskonały Pan Jezus Chrystus ...i myśmy w Chrystusa uwierzyli, abyśmy...” byli uznani przez Boga za niewinnych.

Abyśmy dostąpili usprawiedliwienia wymaga się od nas jedynie: abyśmy przyznali się do swojego grzechu, uznali, że nie możemy zasłużyć sobie sami na usprawiedliwienie Boże i całe swoje zaufanie złożyli w Panu Jezusie, że tylko On może nas zbawić i usprawiedliwić z grzechów. „Myśmy w Chrystusa uwierzyli” Tzn. Uwierzyliśmy, że to nie nasze zasługi, a dar zbawienia oferuje nam Pan Jezus z łaski.

„Wiedząc wszakże, że człowiek” – każda istota ludzka, mężczyzna, kobieta. Żyd i poganin. „Wiedząc” – To nie jest jakaś opinia, ale dogmatyczne twierdzenie nieodmiennego faktu. „Wiedząc” - „my wiemy”  z kontekstu wynika, że wiedzą ci, co uwierzyli i znają prawdę Ewangelii.

Wiemy”,  „myśmy w Chrystusa uwierzyli” to stwierdzenie jest oparte nie tylko na intelektualnym przekonaniu, ale na osobistym doświadczeniu tej prawdy. Teologiczna prawda i osobiste doświadczenie zostały potwierdzone przez Pismo Święte – Ps. 142, 2 „Gdyż nikt z żyjących nie okaże się sprawiedliwym przed tobą”Nikt z uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony Usprawiedliwionym możemy zostać jedynie przez wiarę w Pana Jezusa i jedynie z łaski.

Największą potrzebą człowieka jest dostąpienie usprawiedliwienia. Usprawiedliwienie nie pochodzi z uczynków zakonu, czyli z zasług człowieka, ale dane jest z łaski przez wiarę w Jezusa Chrystusa.

Jeśli ktoś nie zaufa Chrystusowi, ten obraża łaskę Bożą i krzyż Chrystusa.

Kto zaufa Panu Jezusowi Chrystusowi ten dostępuje usprawiedliwienia, zjednoczenia z Nim i rozpoczyna nowe życie.

To nie znaczy, że nie potrafimy grzeszyć. Mamy zdolność nadal grzeszyć, ale nie chcemy grzeszyć. Zmienia się cała natura naszego życia. Stajemy się nowymi ludźmi zdolnymi sprostać wymaganiom Bożym, nie po to, żeby zostać usprawiedliwionym, ale dlatego, że nas Bóg usprawiedliwił.

Zaufaj Panu Jezusowi, Bożemu Synowi. To On wypełniając w sposób doskonały Boże wymagania, zasłużył dla nas usprawiedliwienie.

Każdy kto uwierzy w Pana Jezusa Chrystusa, ten zostanie przez Boga uznany za niewinnego.

Skorzystaj także i Ty z tego daru łaski Bożej!

 


 

Zaproś Pana Jezusa do swojego życia. 01-06-2005

„Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w serach waszych...” Ef. 3, 17

Do naszego serca przez  słuch i wzrok docierają różne informacje.  Z ekranu telewizora w czasie największej oglądalności, z wielkich bannerów stojących w widocznych miejscach, z małych i wielkich kartek leżących w naszych skrzynkach pocztowych uśmiechają się zalotnie najczęściej młode panie. Słyszymy przyjemny głos lektora lub lektorki, czytamy informacje o możliwości zakupu po atrakcyjnych cenach jakichś artykułów. Jesteśmy bombardowani tymi informacjami tak często, że wchodząc do supermarketu, słysząc powtarzaną w reklamach muzykę, widząc na półce oferowany w reklamie towar, nie jesteśmy w stanie oprzeć się, żeby go nie wrzucić do koszyka i to niezależnie od tego czy potrzebujemy go, czy nie.
Widzimy to na przykładzie naszych dzieci. Szczególnie one są podatne na reklamy i nie pozwalają przejść swoim rodzicom obojętnie obok reklamowanych dla nich towarów, najczęściej z jakimiś gadżetami.

 Wielka jest władza reklamy nad życiem ludzi, chociaż nie odczuwamy negatywnie jej obecności. Jest to władza nad naszą wolą, pragnieniami, upodobaniami. Wiedzą o tym specjaliści od marketingu. Reklama  zaczyna mieszkać w naszym życiu. Decyduje o wyborze artykułów, które kupujemy.

Ale na styl życia  wywiera wpływ nie tylko reklama. O wyborach człowieka decydują jego własne, ludzkie namiętności, charakter, osobowość, przekonanie jakie posiada w dziedzinie religii, światopogląd. Grzeszne skłonności, które często są ukryte pod maską kulturalnego zachowania. Czasami nie da się ich jednak ukryć. Często stają się one uciążliwe dla otoczenia, rodziny (uzależnienie od narkotyków, alkoholu, nikotyny, skłonność do posiadania cudzego mienia). Coraz powszechniejszą władzą nad człowiekiem staje się niemoralność (cudzołóstwo, rozwiązłość, związki bez ślubów, wszelkie zboczenia seksualne).

Ma to miejsce dlatego, że grzech zamieszkał w sercu człowieka, które rozumiane  jest jako siedlisko myśli,  woli, pragnień. Czytamy w Piśmie Świętym Mt. 15,19: „Z serca pochodzą wszystkie złe myśli........” Grzech z którym rodzi się każdy człowiek stał się nie tylko sublokatorem serca człowieka, ale jego władcą. To on wywiera  wpływ na jego postępowanie. Narzuca swój styl i normę. Sprawił, że człowiek stracił relację z Bogiem. To grzech oddziela go od Boga, jego zasad i wartości. Czyni podatnym na złe wpływy i negatywne wzorce.  Człowiek przez swoje sumienie zdaje sobie sprawę, że jego postępowanie nie jest zgodne z Bożymi wymaganiami. Jednak nie ma dość siły, aby im sprostać. Chce być dobrym, ale brak mu siły na wykonanie. Zamiast poprawy - kolejne rozczarowanie samym sobą. Zamiast pokoju - smutek i przygnębienie.

Czy jest jakieś rozwiązanie dla tych, którzy pragną zmiany? Chcą żyć zgodnie z wymaganiami Bożymi?

Tak. W twoim życiu powinna nastąpić zmiana władcy. To jest tak jak z fabryką broni. Jeśli nie chcemy, żeby narzędzia wojenne znajdowały się na świecie, to nie zmniejszymy ich ilości przez to, że  będziemy je niszczyć. Trzeba zmienić profil produkcji  z fabryki  broni – narzędzi wojennych na fabrykę produktów o charakterze pokojowym.

Zmiana w życiu nastąpi wyłącznie wtedy, gdy Pan Jezus oczyści twoje serce ze wszystkiego grzechu i zamieszka w nim. Gdy oddasz ster twojego życia Temu, który jest drogą prawdą i życiem. Czytaliśmy na wstępie Ef.3,17: „Żeby Chrystus przez wiarę zamieszkał w serach waszych...”

Autor nie ma na myśli Pana Jezusa „komunijnego”. Odnosi się do  Pana Jezusa, który siedzi po prawicy Boga Ojca, Zmartwychwstałego Pana, pełnego mocy, który powiedział  w Ew. Św. Jana 14,23 : „Jeśli, kto mnie miłuje, słowa mojego przestrzegać będzie, i Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy i u niego zamieszkamy.” Wtedy serce twoje stanie się szczególnym tabernakulum, świątynią. A to znaczy, że decydujesz całe swoje życie  oddać Bogu Ojcu i Synowi w Duchu Świętym do dyspozycji, do kierowania nim.  Gal. 6,20 „Tak więc żyję  już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus; a obecne moje życie w ciele jest życiem w wierze w Syna Bożego”, w ufności w Jego Słowo, który Ciebie umiłował. Wtedy z Ap. Pawłem możemy powiedzieć Flp 4,13: „wszystko mogę w Chrystusie, który mnie umacnia”.

Dzięki zaufaniu Panu Jezusowi i Jego obecności w naszym sercu i w naszym życiu mamy moc Ducha Świętego, który uzdalnia nas do życia zgodnego z Bożymi normami. W realny sposób doświadczamy Bożej miłości w dniach dobrych jak i złych.  Mamy pewność posiadania życia wiecznego w niebie. Mamy przebaczenie i oczyszczenie od grzechu niszczącego  psychikę, uczucia i wolę. Jeśli jesteś samotny zyskasz wielką Bożą rodzinę, jaką są odrodzeni chrześcijanie. Twoje życie nabierze sensu i wartości. 

Z postawą pełnej wiary, módl się: Panie Jezu wybacz mi moje grzechy, zapraszam Cię  do mojego serca, zostań  Panem i Władcą mojego życia. Amen

 


 

„Pójdźcie do mnie” 07-03-2005

„ Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie”.   Mt. 11, 28

             Powyższe słowa  powiedział Pan Jezus. Zaprasza do siebie tych, którzy wyczerpali siły w poszukiwaniu  prawdy, Boga. Pan Jezus zaprasza do siebie tych, którzy cierpią duchowo, którzy chcą duchowego uzdrowienia, duchowego ukojenia, którzy czują swoją bezsilność, czują jak ich życie, jakby fala morska, raz przybliża, raz oddala ich od Świętego Boga. Bliscy niekiedy zwątpienia i rozpaczy, pytając się czy iść dalej, czy zrezygnować.

Pan Jezus zaprasza także tych, którzy doznali straszliwych i bolesnych ciosów losu. Tych którym się w życiu nie układa. Zaprasza tych, którzy czują się zmęczeni długim pielgrzymowaniem na tej ziemi i chcieliby już odpocząć u Pana. Zaprasza też tych, którzy mają świadomość poczucia  winy.

Bo świadomość popełnionych grzechów wobec Boga i ludzi jest najdokuczliwszym brzemieniem, które im dłużej, tym bardziej dopieka i sprawia, że człowiek czuje się bardzo spracowany. Często źródłem owego spracowania i obciążenia jest nasz własny grzech.  

Jakże długa jest lista ludzi spracowanych i obciążonych. Na tej liście jesteśmy wszyscy.

Pan Jezus zaprasza nas, takich spracowanych, obciążonych, aby sprawić nam ukojenie.

Wiemy, że spotkanie z Panem Jezusem to jest to czego teraz najbardziej potrzebujemy. Pytamy jednak w jaki sposób możemy w obecnych czasach spotkać się z Panem Jezusem. Takie spotkanie odbywa się w sposób duchowy przez wiarę. Aby takie spotkanie z Panem Jezusem mogło się odbyć należy:

  •          uwierzyć, że nie możemy sami sobie sprawić ukojenia, że nie możemy w żaden sposób  zapracować na Boży dar zbawienia. Jesteśmy psychicznie spracowani i obciążeni, bo jesteśmy grzeszni, bo w jakimś momencie przekroczyliśmy Boże prawo. Słowo Boże mówi, że wszyscy zgrzeszyliśmy i nie ma sprawiedliwego ani jednego. Grzechem jest przekroczenie Bożego prawa i obejmuje m.in. takie czyny jak kłamstwo, pożądliwość, oszustwo, złość, niemoralne zachowanie i wiele innych. Zasłużyliśmy na Bożą karę.
  •          uwierzyć, że Bóg nie bacząc na to, że jesteśmy grzesznikami miłuje nas miłością wieczną, okazuje nam łaskę i nie chce nas karać. Dlatego  posłał swojego Syna – Pana Jezusa na ziemię, żeby na Nim wykonała się Boża kara, Boże zadośćuczynienie za nasze grzechy. „Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył, a Pan jego (Jezusa) dotknął karą za winę nas wszystkich Iz. 53,6. Wierząc w zapewnienie Słowa Bożego ufamy, że to co Pan Jezus dokonał na krzyżu jest wystarczające w sprawie naszego zbawienia.
  •          „uwierzyć w Pana Jezusa Chrystusa, a będziesz zbawiony” Dz. 16,31a. Uwierzyć znaczy zaufać, polegać na Nim.  Wierzę, bo tak mówi Biblia – Słowo Boże. Uwierzyć oznacza nawrócenie z grzesznego życia do życia podobającego się Panu Bogu. Uwierzyć znaczy gotowość do  wzięcia Bożego daru zbawienia.

Po spełnieniu powyższych warunków jesteśmy gotowi przyjąć Boży dar zbawienia i owe ukojenie, które Pan Jezus obiecuje.

Jeśli jesteś zdeterminowany, możesz poprosić Pana Jezusa w spontanicznej modlitwie o ten dar. Twoja modlitwa może brzmieć następująco:

Panie Jezu Chryste, wiem, że jestem grzesznikiem i wiem, że nie zasługuję na życie wieczne. Nie mogę sobie pomóc. Ale wierzę, że zmarłeś i zmartwychwstałeś, aby mnie zbawić, aby przebaczyć mi grzechy i dać mi ukojenie. Wejdź teraz do mojego życia i obejmij nad nim panowanie. Przebacz mi moje grzechy i zbaw mnie. Pokutuję teraz z moich grzechów i od tej chwili ufam tylko Tobie. Teraz przyjmuję dar życia wiecznego. Amen.

Jeśli szczerze pomodliłeś się tą modlitwą, powinieneś – jeśli tego dotąd nie robiłeś- zacząć czytać każdego dnia Pismo Święte i modlić się spontaniczną modlitwą do Boga Ojca przez Pana Jezusa. Napisz o tym do nas  e-maila. Adres jest w zakładce „Kontakt”.